Profesorskim okiem: Double double-double na inaugurację!

Od dobrych kilku dni już nie mogłem się doczekać rozpoczęcia koszykarskiego sezonu na Konwiktorskiej. Inauguracja wypadła okazale, bo Polonia odniosła przygniatające zwycięstwo. Jeśli na początku nie byliśmy pewni na ile groźnym przeciwnikiem naszych zawodniczek okaże się zespół z Aleksandrowa, to po pierwszych 5 minutach pierwszej kwarty wątpliwości właściwie zniknęły. Wynik w tym momencie wynosił 15:2 dla Polonii. Potem przyszła druga kwarta z najwyższym jakie pamiętam zwycięstwem „nowożytnej Polonii” (30:5) i wydawało się, że może paść bariera stu punktów. Ale druga połowa była już znacznie bardziej wyrównana – jej wynik to 30:16. Częściowo wynikało to z rozluźnienia naszych zawodniczek, częściowo z dużej rotacji składem, a częściowo z do końca agresywnej i ambitnej gry młodych przeciwniczek.

Co można powiedzieć po dzisiejszym meczu? Na pewno to, że w drużynie pojawiło się kilka indywidualności, dla których warto przychodzić do hali i obserwować grę. Przede wszystkim Ania Kuncewicz-Dąbek to zawodniczka jakiej dawno w Polonii nie było. I to mimo, że chyba nie jest jeszcze w pełni formy, na co wskazywały kłopoty z rzutami osobistymi w I kwarcie (aż 4 niecelne) i kilka irytujących pudeł z czystych pozycji w polu 3 sekund. Ale double-double w postaci 27 punktów i 15 zbiórek to wynik wart odnotowania. Mała Laura może być dumna z mamy (i widziałem, że była). Ale w naszym zespole była jeszcze druga zawodniczka, która osiągnęła „double-double”. To grająca w naszym zespole już w ubiegłym sezonie Justyna Kowalska (18 punktów, 11 zbiórek). Gdybym powiedział, że to moja ulubiona zawodniczka Polonii to bym o tyle skłamał, że w tej drużynie mam co najmniej siedem ulubionych zawodniczek. Ale moje laickie (choć profesorskie) oko już w ubiegłym sezonie podpowiadało, że Dżasta to zawodniczka, która ma duże możliwości. Przede wszystkim niesłychaną intuicję i zdolność zbierania piłek z tablicy. Brakowało jej tylko celnych rzutów. Po dzisiejszym meczu wydaje się, że ten element trochę poprawiła, choć do doskonałości sporo jeszcze brakuje. Trzecią zawodniczką, która się dziś wyróżniała była doświadczona Aleksandra Kaja. Już w pierwszej kwarcie rzuciła 11 punktów. Niestety, w tym samym czasie złapała 3 faule, w związku z czym drugą kwartę przesiedziała na ławce. Ostatecznie skończyła mecz z dorobkiem 11 punktów (podobnie jak Iza Błajda), a z boiska zeszła w 37 minucie po piątym przewinieniu osobistym.

Trudno po pierwszym meczu powiedzieć, czy to nasza drużyna jest taka mocna czy też dzisiejsze przeciwniczki nie postawiły wysokich wymagań naszym zawodniczkom. Z doświadczeń zebranych w poprzednich latach wiemy, że rozgrywki grupowe to tylko przygrywka (choć oczywiście mecze same się nie wygrają i byłoby nierozsądne być zbyt pewnym siebie już po pierwszej kolejce). Prawdziwe schody zaczynają się dopiero w turniejach półfinałowych w kwietniu. Pożyjemy, zobaczymy. Warte podkreślenia jest to, że już w pierwszej połowie pojawiła się na boisku cała dwunastka meczowa (a w I kwarcie weszło 11 naszych zawodniczek) i każda z dziewczyn zagrała choć kilka minut. Może nie mamy równej dwunastki, ale jednak nie jest tak, że gra opiera się tylko na jednej czy dwóch zawodniczkach. Krótko grała nasza rozgrywająca – Zuzanna Wrzesień – ze względu na kontuzję odniesioną w pierwszej połowie. Mam nadzieję, że kontuzja była niegroźna, a trener dał jej odpocząć nie chcąc ryzykowa