Trener-legenda. Wcześniej świetny koszykarz, siatkarz i szczypiornista. „Do chwili jego śmierci w wieku 97 lat, miałyśmy z nim niezwykle serdeczny kontakt” – mówią jego wychowanki, koszykarki Polonii, które odwiedzały go do ostatnich dni. „Nasz kochany trener” – napisały o nim na zaproszeniach urodzinowych, gdy kończył 90 lat. Dla żeńskiej sekcji basketu Polonii, Bohdan Bartosiewicz to postać niezwykła.

„Przyszedł do Polonii w 1962 roku i coś wreszcie zaczęło się dziać, bo „Bartek” chodził po szkołach, namawiał nauczycieli. Po dwóch latach w koszykarskich zawodach tzw. pierwszego kroku startowało piętnaście dziewczęcych drużyn Polonii. Do klubu trafiło dzięki temu wiele zdolnych koszykarek” – opowiada Hanna Loth-Nowakowa, zawodniczka Polonii w latach 1952-1965. Gdy w 2008 roku Bohdan Bartosiewicz kończył 90 lat, jego wychowanki urządziły mu wspaniałą imprezę jubileuszową. Pojawiło się blisko czterdzieści byłych zawodniczek, część z nich zagrała tamtego dnia benefisowy mecz wspomnień przeciwko dawnym koleżankom z AZS AWF.

„Potrafił być ostry na boisku, ale nigdy poza nim. Pomagał nam życiowo. W trakcie kolejowych wypraw na mecze wyjazdowe rozmawialiśmy na wszelkie tematy, czasem przygotowywał nam na podróż pyszne kanapki i inne wiktuały” – wspomina trenera „Bartka” Urszula Pulkowska-Engel, kapitanka drużyny z 1976 roku, kiedy to Polonia trenowana przez Bohdana Bartosiewicza zdobyła wicemistrzostwo Polski. Tego osiągnięcia nie powtórzyła do dziś żadna inna żeńska drużyna koszykówki z Mazowsza.

Bohdan Bartosiewicz urodził się 21 października 1918 roku w podwarszawskich Michałowicach. „Rodzice nadali mi imię na fali popularności Trylogii Sienkiewicza, zainspirowani postacią Bohdana Chmielnickiego” – opowiadał w jednej z rozmów. Jako 21-latek, rok po maturze, brał udział w koszykarskich mistrzostwach Europy w Kownie. Polacy wywalczyli wtedy brązowy medal, a „Bartek” był najmłodszym zawodnikiem naszej kadry. „W Kownie Bartosiewicz zastąpił kontuzjowanego Janusza Patrzykonta. Był tak przejęty, że nie pamięta co robił, jak grał. Zdobył w debiucie cztery punkty. Mówiono mu potem, że po faulu sędzia musiał doprowadzić zdenerwowanego nowicjusza na linię rzutów wolnych, bo delikwent nie wiedział co się dzieje” – pisał o „Bartku” redaktor Łukasz Jedlewski w serii „Galeria sławy” Przeglądu Sportowego.

Wcześniej, jako uczeń gimnazjum Władysława IV na warszawskiej Pradze, Bohdan Bartosiewicz swoje sportowe pasje musiał realizować podstępem. Władze oświatowe narzuciły bowiem młodzieży zakaz przynależności do pozaszkolnych klubów sportowych. W IV klasie gimnazjum „Bartek” przystąpił do Polonii. „Ktoś doniósł na mnie do dyrekcji szkoły, a ta powiadomiła rodziców. Zrobił się problem. Nie lubiłem kłamać, ale jednak… Do naszego mieszkania wchodziło się z korytarza, w którego innej części mieszkał mój młodszy kolega z gimnazjum, też zawodnik Polonii. Mamie mówiłem, że idę na spacer, w korytarzu już czekał kolega z moimi trampkami, koszulką i spodenkami w torbie. I biegłem na trening. Gdy wracałem, on znowu zabierał tę torbę. I tak musiałem oszukiwać rodziców. W związku z tą sytuacją praktycznie nie mam zdjęć sportowych sprzed wojny, bo gdy fotografowano drużynę Polonii, uciekałem bądź chowałem twarz, by nie zostać ujawnionym” – opowiadał Bohdan Bartosiewicz redaktorowi Markowi Ceglińskiemu. „Zajmowałem się sportem, a nie złymi nawykami, jakie mieli koledzy ze szkoły. Szkoda, że szkoła tego nie doceniała. Twierdzę, że sport dawał wiele. Raz miałem przykład co znaczyło życie bez sportu, jak koledzy ze szkoły mnie zaprosili na imieniny… To lepiej nie mówić co się tam działo…” – wspominał trener „Bartek” innym razem.

W czasie wojny Bohdan Bartosiewicz przeżył skrajnie trudny pobyt na Pawiaku. Opowiadał o nim w silnych emocjach: „Było nas tam dwudziestu w pięcioosobowej celi, tłok jak cholera. Mieliśmy nawet marzenie: dostać się do obozu koncentracyjnego. Byle nie tu, bo tu cały czas rozstrzeliwali…”.

Po wojnie Bohdan Bartosiewicz wrócił do sportu. Został kapitanem reprezentacji koszykarzy. Pełnił tę funkcję na mistrzostwach Europy w Czechosłowacji (1947), w których drużyna zajęła szóste miejsce. W 1948 roku wystąpił w pierwszym oficjalnym meczu międzypaństwowym drużyny narodowej siatkarzy. Na parkiet w hali warszawskiej YMCA przy ul. Konopnickiej, gdzie biało-czerwoni grali z Czechami, wyszedł w podstawowym składzie.

Trafił do Polonii w 1962 roku. Wyszukiwał utalentowane zawodniczki, niektóre musiał namawiać do porzucenia innych dyscyplin dla koszykówki. Dzięki temu Polonia zyskała m.in. Jadwigę Korbasińską, wybitną koszykarkę przełomu lat 60. i 70. XX wieku, „podebraną” klubowej sekcji lekkoatletycznej. „Wszystkie moje zawodniczki są wychowankami Polonii. I muszę przy tej okazji powiedzieć, że jest to powód do szczególnej radości w czasach, kiedy przywiązanie do barw klubowych mocno się zdewaluowało. Praca z seniorkami zawsze była dla mnie nieodłącznie związana z pracą z młodzieżą” – mówił w latach największych sukcesów kobiecej sekcji basketu w Polonii. O swoich początkach opowiadał z kolei: „Do Polonii przyszła ze mną cała grupa utalentowanych uczennic. Gdy pojawiłem się w hali przed pierwszym treningiem, na sali trwały akurat zajęcia sekcji męskiej, a z boczku, na małym fragmencie, ćwiczyła sekcja kobiet. Było ich ze siedem, osiem, z czego do grania cztery. Te moje młode jakoś je uzupełniły”. Ligowy sezon 1964/65 seniorki Polonii zakończyły na trzecim miejscu w tabeli, zaskakując koszykarską Polskę.

„Do treningów podchodził zawsze bardzo poważnie, indywidualnie, z niezwykłą dbałością o detale. Zwracał uwagę na ustawienie stóp, ułożenie rąk i nóg – dzięki jego uwagom nauczyłyśmy się doceniać każdy niuans” – twierdzi Urszula Pulkowska-Engel, która podobnie jak kilka innych koleżanek, wspierała swojego trenera do ostatnich dni jego życia.

Bohdan Bartosiewicz zmarł 2 grudnia 2015 roku w wieku 97 lat. Spoczywa na Cmentarzu Północnym na warszawskiej Wólce Węglowej, kwatera W IX 5, rząd 7, miejsce 3.

– – –

W niedzielę 9 grudnia 2018 roku, przed pierwszoligowym meczem koszykarek Polonii z SMS PZKosz Łomianki, odbyło się spotkanie wspomnieniowe koszykarek trenera Bohdana Bartosiewicza. W kawiarni Czarna Koszula, w przemiłej, kameralnej atmosferze, opowieściami dzieliły się: Hanna Loth-Nowakowa (15 sezonów w seniorskiej drużynie Polonii w latach 1951-1965), Urszula Pulkowska-Engel (13 sezonów, kapitanka srebrnej Polonii z 1976 roku), jej koleżanki ze srebrnej drużyny: Wiesława Całka (16 sezonów w Polonii), Elżbieta Kusińska (13 sezonów), Ewa Gwóźdź (8 sezonów) i Krystyna Sommer (10 sezonów w seniorkach), a także Danuta Kopeć (17 sezonów w Polonii w latach 1977-1998), Jadwiga Szaniawska (8 sezonów), Teresa Ciesielska (2 sezony) i Bożena Kacprzak. Mamy nadzieję, że takie spotkania staną się na Polonii tradycją – czerpiemy z nich bowiem mnóstwo radości i są one dla nas czymś specjalnym.

 

Spotkanie koszykarek trenera Bohdana Bartosiewicza w grudniu 2018.

Stoją od lewej: Teresa Ciesielska, Ewa Gwóźdź, Urszula Engel, Elżbieta Kusińska, Hanna Loth-Nowakowa, Wiesława Całka, Danuta Kopeć, Jadwiga Szaniawska, Bożena Kacprzak. W dolnym rzędzie Krystyna Sommer.