Klaudia Sosnowska dała nam niesamowicie wiele radości swoją grą w niedokończonym z powodu pandemii sezonie 2019/2020. Zdążyliśmy już poznać Jej boiskowe walory, dynamikę i fantastyczną smykałkę do basketu. Ale halowa koszykówka 5×5 to tylko część sportowego dossier Klaudii – przez ostatni rok wzbogacają je występy w reprezentacji Polski w koszykówce 3×3. Gra ta cieszy się coraz większą popularnością i na najbliższych igrzyskach w Tokio zadebiutuje jako dyscyplina olimpijska.

Postanowiliśmy porozmawiać z Klaudią Sosnowską o Jej przygodzie z basketem 3×3. Zachęcamy do lektury – Klaudia uchyla przed nami kawałek wciąż mało znanego sportowego świata!

Redakcja: W kwartecie z Martyną Cebulską, Martą Mistygacz i Agnieszką Szott-Hejmej wygrałyście w ostatni lipcowy weekend turniej Chance 3×3 Tour w Pradze. Z czego jesteś najbardziej zadowolona po tym turnieju?

Klaudia Sosnowska: Wiadomo, że cieszy każda wygrana. I to nieważne czy w trakcie małej gierki na treningu, czy po zwycięstwie w jakimkolwiek dużym turnieju. Na pewno optymistyczne jest, że w każdym meczu walczyłyśmy zaciekle i nie odpuszczałyśmy choćby na moment. Grałyśmy z mocną wiarą we własne możliwości i z całych sił wierzyłyśmy w zwycięstwo. Miałyśmy momenty kryzysu – w ćwierćfinale, gdy nie mogłyśmy na początku spotkać się z koszem i w finale, gdy rozpoczęłyśmy od pięciopunktowej straty – na szczęście udało się przerwać obie złe passy i utrzymać zwycięstwa do końca.

Z Agnieszką i Martyną spędziłyśmy w zeszłym roku cały sezon 3×3, więc znamy się doskonale, a mnie szczególnie cieszy, że udaje nam się utrzymać wspólną chemię w grze. Teraz doszła do nas Misty, która jest totalnym walczakiem, zadziorem i naprawdę super zawodniczką. Wpasowała się w naszą ekipę w stu procentach i bardzo się z tego powodu cieszę.

W Pradze startowały trzy damskie zespoły reprezentujące Polskę. Jaki był klucz doboru składów?

Decyzjami personalnymi i przydziałem do konkretnych zespołów zajmuje się nasz sztab szkoleniowy. O tym w jakim konkretnie zagramy składzie dowiadujemy się przed danym turniejem. Zawody w Pradze poprzedziło zgrupowanie kadry w Wałbrzychu, na którym zostały podjęte decyzje w jakich zestawieniach wystąpimy. Sztab trenerski chce sprawdzić jak funkcjonujemy w różnych wariantach – sądzę, że może to być element poszukiwań optymalnego składu na planowane na wrzesień mistrzostwa Europy 3×3 w Antwerpii.

Agnieszka Szott-Hejmej powiedziała w jednym z wywiadów, że basket 3×3 jest niełatwą grą, wymagającą nauczenia się kompletnie innych zasad i stylu, niż ten znany z halowej koszykówki 5×5. W czym dla Ciebie tkwi sekret atrakcyjności basketu 3×3 i jak bardzo inna jest to dyscyplina od koszykówki w hali?

Według mnie wystarczy zobaczyć jeden mecz, by na dobre zakochać się w tej dyscyplinie. Ja zauroczyłam się w zeszłe lato, choć prawdę mówiąc moja pierwsza przygoda z 3×3 parę lat temu nie była tak cudowna. Ale poprzedni rok to odmienił i utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to dyscyplina, w której czuję się jak ryba w wodzie.

Z punktu widzenia zawodniczki gra jest bardzo atrakcyjna, bo rywalizujemy na świeżym powietrzu, a mecze są rozgrywane często w pięknych miejscach. Jest efektownie, dynamicznie, bardzo wiele zależy od ciebie i twoich błyskawicznych decyzji tu i teraz. Nie można pozwolić sobie na choćby moment zawahania, gra wymaga od wszystkich wytężonej koncentracji w każdym momencie meczu.

Gramy tylko lub aż 10 minut – trzeba więc mobilizować się maksymalnie w każdej akcji. Piłka jest tych samych wymiarów co nasza halowa, żeńska „szóstka”, ale ma ciężkość „siódemki”, czyli piłki, którą grają w hali mężczyźni.

Turnieje basketu 3×3 mają swój niepowtarzalny klimat. Panuje na nich atmosfera koszykarskiego święta.

W indywidualnym rankingu światowym basketu 3×3 jesteś aktualnie notowana na 23. miejscu, na czele są Francuzki, Kanadyjki i wspaniała Włoszka „Ray Ray”, Raelin D’Alie. Czy masz swoje indywidualne TOP 3 i mogłabyś scharakteryzować styl tych najlepszych?

Trudno o indywidualne wyróżnienia, bo turnieje międzynarodowe dają możliwość obejrzenia wielu świetnych zawodniczek z różnych krajów – i praktycznie od każdej z rywalek można się bardzo dużo nauczyć. Teraz na czele rankingu są Leatitia Guapo i dwie inne Francuzki, jest niesamowita Włoszka „Ray Ray”, ale trzeba też pamiętać, że w drużynach jest sporo dziewczyn od zadań specjalnych, co nie ma przełożenia na punkty rankingowe. Wysiłek tych zawodniczek nie ma odzwierciedlenia w statystykach, ale kiedy oglądamy mecz, możemy zauważyć jak wiele potrzebnego dają swoim zespołom. Często robią to w bardzo widowiskowy sposób, tyle, że nie ujmowany cyframi rankingów.

Chyba największe wrażenie robią na mnie siostry Plouffe z Kanady, Katherine i Michelle Frances. Mam ogromną przyjemność patrzeć jak grają, są klasą samą w sobie.

W 109-letniej historii Polonii Warszawa mieliśmy około 20 sportowców i sportsmenek, którzy reprezentując Klub, spełnili marzenie o występie na Igrzyskach Olimpijskich. Czy Klaudia Sosnowska ma szansę dołączyć do tego grona?

Przykro mi, ale nie. 1 listopada zeszłego roku ogłoszono listę zespołów, które wezmą udział w Igrzyskach Olimpijskich oraz listę ekip, które będą miały prawo walki w kwalifikacjach. Aby dostać nominację, należało być w TOP 20 rankingu światowego i w TOP 10 Europy. Pierwszy warunek udało nam się spełnić, ale drugi już nie.

Jakie umiejętności indywidualne udało Ci się rozwinąć dzięki grze 3×3, które da się wykorzystać w wersji 5×5?

Przede wszystkim poprawiłam swoją decyzyjność. Wydaje mi się też, że zrobiłam postęp w grze 1×1, zarówno w ataku, jak i w obronie. Przyniesie to korzyści zarówno w 3×3, jak i w koszykówce halowej – obie są grami zespołowymi, a żeby lepiej i łatwiej grało się twojemu zespołowi, musisz jak najczęściej wygrywać swoje pojedynki z przeciwnikiem vis-à-vis.

Czy podczas tegorocznych turniejów czuć atmosferę pandemii czy jest w miarę “normalnie”? Na ile trudny był dla Ciebie powrót do regularnych treningów i występów po lockdownie?

W tym roku jest znacznie mniej okazji do startów. Odwołano cykl FIBA 3×3 Women’s Series. Wystąpiłyśmy jak dotąd w zaledwie trzech turniejach, a mamy koniec lipca – rok temu o tej porze byłyśmy już od trzech miesięcy w gazie treningowo-meczowym. Więc różnica jest ogromna.

Powrót do treningów był dla mnie wyczekiwany. Czas lockdownu starałam się spędzać aktywnie, choć na początku nie były to treningi typowo koszykarskie. Trenowałam indywidualnie w domu przed telewizorem i dało mi to w kość równie mocno, jak dawały czasem najcięższe treningi w hali.

Turnieje 3×3 toczą się przy niesamowitej oprawie w dość niezwykłych miejscach. W Pradze grałyście na głównym placu miasta, Václavské náměstí, obok sklepów z ekskluzywną biżuterią i wykwintnych knajp. Na ile zwracasz uwagę na atrakcyjność tych lokalizacji i jak to wpływa na grę?

Rzeczywiście, mieliśmy możliwość rozegrać turnieje w wielu wspaniałych miejscach i zwiedzić trochę świata. W zeszłym roku udało nam się odwiedzić Montreal i Edmonton w Kanadzie, byliśmy we włoskim Udine, w La Rochelle we Francji, startowałyśmy w Helsinkach. Przytrafiła mi się okazja podróży i poznawania miejsc, których być może nie dane by mi było odwiedzić prywatnie.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie Montreal – nawet w dosłownym tego słowa znaczeniu, ponieważ wszystko w tym mieście jest na większą skalę: wyższe budynki, szersze ulice, większe porcje w restauracjach. Niesamowite miasto.

Z kolei przy okazji turnieju w Udine zaproszono nas na festiwal kulinarny – imprezie towarzyszył cały ten fantastyczny włoski zgiełk i klimat.

Organizacyjnie chyba największe wrażenie zrobił na mnie zeszłoroczny turniej w Pradze, gdzie grałyśmy Women’s Series na głównym placu w mieście. Zajęłyśmy drugie miejsce, udało nam się pokonać bardzo silne ekipy Rosji i Hiszpanii – z Hiszpankami było to dla mnie pierwsze zwycięstwo w życiu.

Wspaniałe były okoliczności turnieju. Oglądało nas wielu kibiców, ale też przypadkowi przechodnie, którzy przystawali popatrzeć jak gramy. Zainteresowanie było naprawdę duże. Przytrafiło się nam też miłe spotkanie z polskimi kibicami.

W trakcie meczu nie zwracasz uwagi na otoczkę, po prostu grasz i robisz swoje. Ale było coś niesamowitego w fakcie, że rozgrywasz mecz na środku rynku w dużej europejskiej stolicy, patrzy na ciebie tłum ludzi, a ty schodzisz z boiska jako wygrana. Czy jest coś fajniejszego?

Za Wami miesiąc ciężkich treningów i pierwsze starty. Jaki jest Twój dalszy harmonogram przygody z 3×3 na ten rok?

Wiadomo, że sytuacja jest trudna i nieokreślona. Dwa pierwsze sierpniowe weekendy mamy planowo wolne. W drugiej połowie września mają odbyć się mistrzostwa Europy 3×3 i nie ma póki co informacji, by miało się to zmienić, natomiast w aktualnych realiach nic nie można brać za pewnik. O swoje przygotowanie motoryczne się nie martwię, ponieważ zadbam o to w klubie. Na sierpień i wrzesień planowane są kolejne turnieje 3×3, ale gdzie, kiedy i w jakim konkretnie kształcie – o tym będziemy dowiadywać się na bieżąco.

Fot: FIBA3x3

Dołącz do naszego newslettera!

Aktualności

Wygrana z Politechniką Gdańską II – moc cyfry „3”
18 października 2020
Przed meczem z Politechniką Gdańską II
15 października 2020
Od 17.10.2020 mecze na Konwiktorskiej bez udziału widzów!
15 października 2020

Twitter